Zjawisko zmniejszania się rozmiarów ryb wyjaśnia publikacja w najnowszym "Science". Jej współautorem jest prof. Jan Kozłowski, biolog ewolucyjny z UJ, obecnie na emeryturze, który niemal pół wieku temu opracował stosowne założenia teoretyczne.
Karlenie ryb zwykle tłumaczy się nadmierną eksploatacją ich populacji. Mechanizm ma być prosty, wręcz mechanistyczny: rybacy łowią największe okazy, te mniejsze zostawiając w morzu. W efekcie, populacje pożądanych komercyjnie ryb zmniejszają rozmiary.
To, oczywiście, nie cała presja, jaką człowiek wywiera na ekosystemy morskie. Zanieczyszczamy ocean metalami ciężkimi i innymi truciznami. Z powodu wywołanego przez nas globalnego ocieplenia podnosi się jego temperatura. A wiadomo, że cieplejsza woda morska skraca życie żyjącym w niej organizmom.
Wszystkie komentarze
Ludzkość, zresztą zgodnie z tym modelem ekologicznym, od czasu kiedy ryzyko przedwczesnej śmierci jest znikome, rośnie. Głównie w szerz ale wzrost też się zwiększa.
A z tym skarleniem moralnym bym się nie zgodził. Bo niby kiedy ludzie byli bardziej moralni?
A jak to mierzysz?
Można by to określić tak: ludzie są bardziej moralni jeśli dokonując wyborów uwzględniają zasady moralne.
Sam fakt, że przestępczość maleje, nie musi wynikać z tym że ludzie są bardziej moralni. Przestępczość może zmaleć zarówno wtedy gdy da się ludziom lepszą alternatywę na życie niż rozbój, jak i wtedy gdy wszyscy złoczyńcy będą w więzieniach.
Ja np. codziennie dokonuje wyboru moralnego nie jedzenia zwierząt. Oczywiście po tych kilkudziesięciu latach to już bardziej nawyk, ale jednak codzienny. No ale pod tym względem należę do kilkuprocentowej mniejszości. A przeciętny człowiek? Kiedy podejmuje decyzje w których moralność w ogóle ma znaczenie i jak często przesądza ona o tej decyzji? I jak to było kiedyś?
Jak się wydaje: w świecie w którym życie ludzi było podporządkowane jakimś absurdalnym religijnym zasadom moralnym, takie decyzje mogły być częstsze niż dziś. Oczywiście można się kłócić czy kąt między osią nosa a kierunkiem na Mekkę albo konieczność odmawiania codziennego paciorka, a nawet - nie jedzenie zwierząt w piątek - miały cokolwiek wspólnego z moralnością. Jako się rzekło - były to oderwane od rzeczywistości zasady, choć ludzie którzy je łamali, mieli poczucie że robią coś złego.
Czyli według ciebie w póżnym średniowieczu i w renesansie gdy palono ludzi za naukę - to była większa morlaność niż teraz? Gratuluję płytkich przemyśleń.
To o czym piszesz to konflikt pomiędzy nauką, a społeczną inercją wynikającą z dosłownego stosowania doktryny i tępienia odstępstw (rewizjonizm). Teraz też to widzimy w zmienionych społecznych zachowaniach. To co wynosimy z domu czy ze szkoły zostaje z nami na całe życie, a świat dookoła nas się zmienia i to rodzi konflikt.
E tam, Kaczyński ma już ponad 75 lat, więc to nic nowego.
Ludzie są bardziej moralni, jeśli dokonują takich wyborów jak ja.
Już zaczął. Ostatnie pokolenie Holendrow jest niższe niż poprzednie. Ciekawy podcast ma na ten temat Dział Zagraniczny, polecam!